Nie, nie mam jeszcze zakupionych prezentów, choinka nie iskrzy się w salonie, nie zamówiłam bombek, a w tej chwili to nawet nie mam czasu na myślenie o wigilii. Mój misterny plan Wielkich Przygotowań na święta, runął w momencie, kiedy zorientowałam się, że mam dwa razy więcej nauki, niż zakładałam. Mimo to cieszę się każdą świąteczną reklamą, czekoladowymi mikołajami w supermarketach, wpadam w niewyjaśniony stan charakteryzujący się dziwnymi pseudo-tanecznymi, podobnymi do padaczki ruchami, gdy tylko usłyszę świąteczną piosenkę i oczywiście odliczam do 24 grudnia! :)
1] A tak świętowałam dzień świętego Marcina.
2] Kapciochy, czyli jedna z miliona rzeczy, które zgromadziłam na zimę.
3] Widzicie te przerażone oczy? Tak wyglądają po pięciu godzinach nauki. BÓL i jeszcze raz BÓL.
4] Droga niedaleko mojego domu, niczym kadr z horroru.
Przez brak czasu, pomysłów i inspiracji przez ponad 3 tygodnie nie napisałam żadnego posta. Postaram się to nadrobić, ale nie obiecuję, że notki będą pojawiać się regularnie.
Do następnego!
