Więc kiedy już wsiadłam do tego pieprzonego autobusu, by znaleźć się za chwilę w tej pieprzonej szkole, po tym jak zaspałam (tak, pierwszego dnia) i wyleciałam z domu z gniazdem na głowie i mojej prawiepiżamie, nie przestawałam zadawać sobie jednego pytania "Czy on może już przestać się na mnie gapić?". Koleś, lat dwa ode mnie starszy, tak po prostu się na mnie patrzył. A ja przeklinałam go w myślach, że jeśli nie odwróci tej głowy, to mu ją chyba urwę.
Mimo moich niewerbalnych ostrzeżeń, dalej obserwował mnie z tą swoją miną " Nooo cześć jestem Grześ". Ale przynajmniej miał na imię Michał.
Okay, ja rozumiem że byłam rozczochrana, moje białe trampki w jakiś magiczny sposób zrobiły się czarne (tzw. magia błota) a prawdopodobieństwo, że miałam rozmazany tusz do rzęs było jak 4 do 5. Ale on musiał się tak perfidnie gapić?
Po dotarciu na miejsce, po tej jakże męczącej drodze, przyznam, że miałam już wszystkiego dosyć. A tu dzień dopiero się zaczął. Dołączyłam się do nudnawej rozmowy moi znajomych i słuchałam z niebywałym zaciekawieniem.
Następnie dowiedziałam się, że jako pierwszą lekcję mamy matematykę.
To. Było. Za. Wiele.
Przeżyłam, poszłam na angielski. Nauczyciel podał moje imię jakieś milion razy razy jako przykład. "Jak Ola znowu będzie gadać na lekcji, to wezmę sobie ją do odpowiedzi i zadam kilka pytań... z kategorii :nie do odpowiedzenia."
A teraz to już normalnie hit dnia: wiecie co robiłam na w-f? Tańczyłam. Tak. TAŃ-CZY-ŁAM. Nie, żeby coś, ale ja kompletnie nie mam poczucia rytmu, toteż nieśmiało zasugerowałam, że może byśmy w jakąś siatkóweczkę pograły czy coś, a pani tak po prostu mnie spławiła i kazała ustawić się do rzędu.
Jeszcze jeden taki numer i przenoszę się do męskiej grupy, jak Boga kocham.
Na przerwie wysłuchiwałam moich koleżanek, które wychwalały siatkarzy, jacy to oni przystojni, zbudowani.. bla bla bla
Wielkie fanki siatkówki się znalazły, bo mistrzostwa się zaczęły. Ciekawe, gdzie były podczas ligi światowej...
Na polskim nudziłam się przeokropnie. Mój mózg włączył się dopiero w momencie, gdy pani powiedziała, że w poniedziałek recytujemy wiersz, który zadała przed wakacjami.
Jaki wiersz?
Lekcje zakończyły się jakoś po 14. Do domu wróciłam zmęczona, wyczerpana bez jakichkolwiek oznak życia.
Niestety dzisiaj jest niedziela, a to oznacza, że już jutro zaczyna się nowy tydzień...
A przecież dopiero był piątek.