2014/09/26


Nadejście jesieni zaowocowało moim przyzwoitym humorem i brakiem chęci wybicia połowy społeczeństwa. 
Wynurzam się więc ze swojego gniazdka, robię jesienne porządki, dokarmiam się niekoniecznie zdrowym jedzeniem, kupuję grube swetry, kurtki, buty, co by w zimne dni było mi ciepło oraz dekoruję pokój jesiennymi dodatkami. Oprócz tego spijam już 3 herbatę, słucham jakichś mało ambitnych piosenek i zaraz obejrzę dobrą komedię. Zawijam się koc i czekam na październik. 


Dlaczego jesień to moja ulubiona pora roku?

    1. Kawa
      Kawa w zimne dni smakuje najlepiej i chyba każdy to przyzna. A już w szczególności podczas czytania         książki przy kominku po spacerze. 

    2. Książki
   Wieczorne czytanie. Czy może być coś przyjemniejszego? Chyba tylko czytanie i picie kawy jednocześnie.

 3. Jesienne ubrania.
Moja wielka miłość.

  4. Krajobraz
   Piękny. Cudowny. Niedopisania. 

5. Dynie, jabłka


6. Dekoracje

7. Spacery
Jesienią spacery z pupilem wyglądają nico inaczej.

8. Halloween.

Za atmosferę, za przemyślenia...i na tym skończymy, bo już brak mi pomysłów (i czasu :))
Do następnego! Ściskam i pozdrawiam :)

2014/09/16

6. Ola Amigos Kiełbasa i Bigos

Okej, jestem, żyję i wracam, co by nie było, że was tutaj zostawiłam, czy coś, bo co to, to nie!

Nie będzie o kiełbasie, nie będzie o bigosie.
Ola Amigos Kiełbasa i Bigos to moje odwieczne przezwisko, wymyślone przez Czopków z mojej klasy (pozdrawiam :*) Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale...
Wyobraźcie sobie co się dzieje, kiedy nauczyciel wywołuje mnie do odpowiedzi... nie trudno się domyślić, prawda? Pół klasy skanduje na całego "Bigooooooos dajeeeeesz!!!", "Olaaaaa Amigo Olaaaa!Olaaaa Amigo Olaaaa! Olaaaa Amigo Ola" + jakiś bardzo inteligenty pojazd po mnie odnośnie np. mojego wyglądu, bo czemu by nie? Kocham tą klasę, no kocham.

                                                        (moje oczko, specjalnie dla was)

Co u mnie? Kuję 24/h, sobotami staram się odpoczywać, w niedzielę cały dzień robię zdjęcia, a potem nocami je obrabiam. Ostatnio widzę tylko to:
























Żyję MŚ i ogólnie całą siatkówką. Trochę przykro mi się ogląda te wszystkie mecze w tv, wiedząc, że sama nie mogę iść i pograć. Nie dawno na dobre pożegnałam się ze sportem. Było ciężko, ale niestety moja kondycja i forma od dawna kulały ( w zeszłym roku grzałam ławkę rezerwowych...) więc zdecydowałam się to po prostu skończyć.
Coraz częściej myślę, że podjęłam złą decyzję. Jeśli znajdę jeszcze gdzieś w sobie odrobinę ambicji, samozaparcia i silnej woli, to prawdopodobnie wznowę treningi. Nie wiem jak dam radę połączyć 3h w tygodniu piłki ręcznej, 1h lekkoatletki i 1h jazdy konnej +bieganie i indywidualne ćwiczenia razem z nauką i obowiązkami, ale  żyję po to, aby spełniać swoje marzenia, dlatego nikomu nie pozwolę ich zniszczyć.



Dziś gramy w trzynastu.

2014/09/07

5. Złośnica wróciła na stare śmieci

Więc kiedy już wsiadłam do tego pieprzonego autobusu, by znaleźć się za chwilę w tej pieprzonej szkole, po tym jak zaspałam (tak, pierwszego dnia) i wyleciałam z domu z gniazdem na głowie i mojej prawiepiżamie, nie przestawałam zadawać sobie jednego pytania "Czy on może już przestać się na mnie gapić?". Koleś, lat dwa ode mnie starszy, tak po prostu się na mnie patrzył. A ja przeklinałam go w myślach, że jeśli nie odwróci tej głowy, to mu ją chyba urwę.
Mimo moich niewerbalnych ostrzeżeń, dalej obserwował mnie z tą swoją miną " Nooo cześć jestem Grześ". Ale przynajmniej miał na imię Michał.
Okay, ja rozumiem że  byłam rozczochrana, moje białe trampki w jakiś magiczny sposób zrobiły się czarne (tzw. magia błota) a prawdopodobieństwo, że miałam rozmazany tusz do rzęs było jak 4 do 5. Ale on musiał się tak perfidnie gapić?



Po dotarciu na miejsce, po tej jakże męczącej drodze, przyznam, że miałam już wszystkiego dosyć. A tu dzień dopiero się zaczął. Dołączyłam się do nudnawej rozmowy moi znajomych i słuchałam z niebywałym zaciekawieniem.

Następnie dowiedziałam się, że jako pierwszą lekcję mamy matematykę.
To. Było. Za. Wiele.



Przeżyłam, poszłam na angielski. Nauczyciel podał moje imię jakieś milion razy razy jako przykład. "Jak Ola znowu będzie gadać na lekcji, to wezmę sobie ją do odpowiedzi i zadam kilka pytań... z kategorii :nie do odpowiedzenia."



A teraz to już normalnie hit dnia: wiecie co robiłam na w-f? Tańczyłam. Tak. TAŃ-CZY-ŁAM. Nie, żeby coś, ale ja kompletnie nie mam poczucia rytmu, toteż nieśmiało zasugerowałam, że może byśmy w jakąś siatkóweczkę pograły czy coś, a pani tak po prostu mnie spławiła i kazała ustawić się do rzędu.


Jeszcze jeden taki numer i przenoszę się do męskiej grupy, jak Boga kocham.

Na przerwie wysłuchiwałam moich koleżanek, które wychwalały siatkarzy, jacy to oni przystojni, zbudowani.. bla bla bla


Wielkie fanki siatkówki się znalazły, bo mistrzostwa się zaczęły. Ciekawe, gdzie były podczas ligi światowej...

Na polskim nudziłam się przeokropnie. Mój mózg włączył się dopiero w momencie, gdy pani powiedziała, że w poniedziałek recytujemy wiersz, który zadała przed wakacjami.


  Jaki wiersz?                                                              

Lekcje zakończyły się jakoś po 14. Do domu wróciłam zmęczona, wyczerpana bez jakichkolwiek oznak życia.


Niestety dzisiaj jest niedziela, a to oznacza, że już jutro zaczyna się nowy tydzień...


A przecież dopiero był piątek.